- feministka - wegetarianka - joginka - żona - początkująca mama -
poniedziałek, 14 maja 2012
przeczuwam kłopoty

wychowawcze

 

niedzielny w niedzielę pokazał co umie

najpierw osikał pościel, stwierdził że chce siku, powiedziałam żeby szedł do łazienki a on do mnie "nie ja chcę tu" i pokazał czysta pościel przygotowaną do zmiany a następnie zrobił co musiał

wrzucił moja piłeczke tenisową do nocnika

ugryzł cometa i bił mnie

 

ale najlepsza rzecz rozwaliła mnie na łopatki - po obiedzie siedziałam w sypialni z sis, robiłam dla niej mitenki, comet leżał  w pokoju niedzielnego i grał, niedzielny bawił sie trochę tu trochę tam

w pewnym momencie słyszymy

comet: jak chcesz pić to pij a nie chlapiesz... nie! nie rób tego!... no żesz... kto mu dał pełną szklankę?

niedzielny pędem na golasa wbiega do sypialni śmiejąc się: bawię się  z tatą w berka

 

hehe młody wie, że czasem by zgonić cometa z łóżka to trzeba wylać na niego szklankę wody

 

po którymś tam przewinieniu chciałam postawić małolata do kąta - ale uznał to za znakomitą zabawę pt "czy zdołam uciec mamie"

wieczorem wyliczam niedzielnemu co było nie tak: "osikałeś pościel, ugryzłeś tatę, oblałeś go wodą..."

niedzielny: i co jeszcze?

ja: to mało?

niedzielny: tak...

 

z jednej strony fajnie że jest przedszkole - jakbym miała spędzić kilka takich dni to młody by miał kłopoty, a z drugiej strony pewnie część takich zachowań to jednak jest przyniesiona z przedszkola...

poniedziałek, 07 maja 2012
tak to nasza wina

 

jestem w pracy, młody w przedszkolu :D

trzeba nadrabiać po kolei co się da

majówka spoko, byliśmy tylko w ueckermuende w zoo, a tak to w domu

03.05. zaczęliśmy kafelkować taras, tak to nasza wina, że się pogoda zepsuła, to było do przewidzenia, że jak tylko weźmiemy się za taras, to będzie po pogodzie, w końcu kafelkujemy go od roku i przez pogodę nie możemy...

ale teraz byle deszczyk nas nie zatrzyma ;-)

poniedziałek, 30 kwietnia 2012
różowy

niedzielny wywalił się wczoraj u babci na bruku. kolano zdarte, pierwsza krew z tej części ciała za nami [tak btw. jak na urwisa to jeszcze niewiele tej krwi było, na razie tylko złamany ząb]

wieczorem bolało go kolano i był bardzo marudny, więc zaproponowałam mu plasterek, bo jak wiadomo plasterki leczą przede wszystkim obolałe dusze

wybrał różowy

ja: hehe przestraszysz tatę, on się boi różowego, zobaczysz, spytasz go czy chce taki sam plasterek

comet jako "prawdziwy mężczyzna" nie uznaje innych kolorów niż: czarny, szary, granatowy, brązowy i ciemnozielony, zwłaszcza na ubraniach...

niedzielny z uśmiechem przez łzy: noooo

przyszedł comet

niedzielny: tata zobacz jaki mam plastelek

comet: ale fajny

ja: niedzielny spytaj taty czy chce taki

niedzielny: tata chcesz taki plastelek?

comet: nieee mi się już zagoiło

ja: widzisz, mówiłam ci że się boi... kupimy mu różową koszulę

niedzielny chichocząc: tata kupimy ci lóżową bluzę

ja:... i każemy iść na ulicę w niej i do pracy

niedzielny: i pójdziesz do placy na ulicę...

 

:]

 

comet: nawet dziecko wie, że różowy nadaje się tylko do jednego...

niedziela, 29 kwietnia 2012
oby tak mu nie zostało...

poszłam do kościoła i zabrałam moich facetów, obok kościoła jest mały parczek z placem zabaw - to taki mini plac, ale dla maluchów starczy, a jest bardzo blisko nas, więc plan był taki, że ja posiedzę w kościele, a comet z młodym na placu
ja siedziałam w kruchcie obok takiego stolika gdzie jest wyłożona prasa i można wrzucać kasę do wystawionych koszyków i kupować te gazetki
no i w pewnym momencie przyszli moi panowie, akurat mieli zbierać na tacę, pomyślałam że co mi tam, dałam młodemu pieniążek i powiedziałam że jak będzie szedł taki chłopak to ma mu wrzucić do koszyczka, no i wrzucił... postawiłam go na nogi, rozejrzał się, krzyknął "ja też chcę!" chwycił koszyk ze stolika i poleciał do cometa trzymając tak jakby sam zbierał na tacę... myślałam że skonam ze śmiechu

sobota, 21 kwietnia 2012
miała być

i jest

w czwartek zaczęło wysypywać

a dziś już jest masakra

niedzielny nie pozwala się smarować, w nocy zrobił nam za to jazdę pt "swędzi, boli"

ciekawe co będzie dziś

a żeby było weselej, to ma żółty język

doktor google mówi: albo anemia, albo wątroba

obstawiam wątrobę, bo jeden jego lek podwyższa enzymy wątrobowe, w poniedziłek znów do lekarza...

sobota, 14 kwietnia 2012
powoli wracamy do żywych

a miała być ospa

w przedszkolu z 30 dzieci 27 było w piątek przed świętami na zwolnieniu... niedzielny 28, tylko że większość dzieci miała ospę, więc oczekiwałam i u nas wysypy, w czwartek zaczął gorączkować, w piątek byliśmy u lekarza, sobota ok, niedziela ok, w poniedziałek znów gorączka wtorek znów lekarz

comet zaczął konkretnie chorować w poniedziałek, a ja przedwczoraj

bo to co miał niedzielny to nie ospa tylko chyba jakiś rota wirus, ja w międzyczasie miałam zwiększyć dawkę bromergonu, więc od środy mieliśmy jazdę bez trzymanki - ja po tabsach przez pół dnia nie do życia, comet zabarykadowany w toalecie a niedzielny włączył modus "maruda"

pociąć się można było

ale chyba wracamy do żywych, mniej więcej, mnie rota jeszcze trzyma, ale za to przyzwyczaiłam się chyba do tabsów, bo mdli mnie mniej

ale to nie były jedyne atrakcje świąt

dlaczego niedzielny musi mieć wypadki zawsze przed wielkanocą?

rok temu złamał zęba a w tym roku przeżyłam najstraszniejsze 2 sekundy mojego życia

przy czym jednej z nich w ogóle nie pamiętam

comet wrócił z pracy, my byliśmy na górze i postanowiliśmy do niego zejść, niedzielny oczywiście trzy samochody w łapkach i on sam będzie schodził, a ja głupia matka zamiast iść przed nim to szłam obok, a żeby dopełnić obrazek, niedzielny nie miał skarpet z gumkami na nogach

pamiętam tylko moment jak się pośliznął, potem mam jedno sekundową wyrwę w pamięci, na następnym obrazku niedzielny jest dwa stopnie niżej, ja go trzymam za nogę [!] on jest głową w dół [!!] a ja się drę po cometa

nie wiem jak się obrócił, nie wiem jak go złapałam...

na szczęście nic mu się nie stało, tylko mały guz na głowie, bo uderzył głową w stopień, ale też niezbyt mocno, następnego dnia po guzie nie było śladu

nie chcę myśleć jak to się mogło skończyć, gdybym go nie złapała...

środa, 04 kwietnia 2012
mózgotrzep

no i od wczoraj jestem na tańszych tabsach.. wyników nie mam aż tak tragicznych, różnica w cenie jest znaczna [mózgotrzep kosztuje ok 3,50, te drugie 350,00] postanowiłam więc wypróbować mózgotrzep... jak bedę go dobrze znosić

albo jak mnie po nich będą dobrze znosić ;)

to tylko mieć nadzieję na szybkie leczenie, zobaczymy ile to potrwa...

na razie chce mi się spać, ale nie wiem czy to dlatego że wstałam wcześniej bo umówiłam się z kumpelą, że mnie odbierze czy po tych tabsach...

wtorek, 03 kwietnia 2012
po plostu

ja: auuu niedzielny dlaczego mnie ugryzłeś?

niedzielny: pszeplaszam....

ja: ale dlaczego?

niedzielny: no chciałem cię zjeść.. po plostu

 

niedzielny leży w łóżeczku, ja uderzyłam ręką w barierkę

ja: ała...

niedzielny: w co się uderzyłaś?

ja: w łóżeczko

niedzielny: i kto cię teraz przeplosi?

poniedziałek, 02 kwietnia 2012
dokończ zdanie

niedzielny wrzucił kółko od samochodu pod łóżko

wczołgałam się pod łóżko i mruczę

"ech ty..."

a niedzielny "hhh młody, młody..."

 

mózgotrzep

w tym cyklu mam dwa duże siniaki na rękach... prolaktyna po obciążeniu

wyniki tarczycowe w normie, a prolaktyna po obciążeniu skoczyła dwadzieścia razy

zamiast trzy do pięciu

w sobotę poszłam do ginki i dostałam dwie recepty

na tańszy lek, refundowany, bierze się go codziennie, ale z milionem skutków ubocznych [laski z forum mówią o nim mózgotrzep] po którym nie powinno się prowadzić samochodu, leczenie może potrwać do półtora roku

na droższy lek, nierefundowany, tabletka raz na tydzień, szybszy efekt, podobno nie ma aż tylu skutków ubocznych, ale kosztuje 350 zł za opakowanie... powinno mi wystarczyć na 2 miechy...

no i mam zagadkę...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 87