- feministka - wegetarianka - joginka - żona - początkująca mama -
czwartek, 26 stycznia 2012
wrrrr

jak ja lubię "ludowe mądrości"

nasza firma się przenosi do innej miejscowości, jakieś 50 km od obecnej siedziby

i nasza sekretarka sypie z rękawa mądrościami w stylu

"nie takie dojazdy dla kobiety, jeszcze takiej która ma dzieci to nie dobrze, bo facet jak cię mogę, może być w domu, albo może go nie być, zle kobieta..."

 

zaraz mnie coś trafi...

wtorek, 24 stycznia 2012
kolejny raz

synek mnie wypunktował

wyszłam do łazienki, rozmowę zrelacjonował mi potem comet

niedzielny: mama jest w domu?

comet: tak, jest.

niedzielny: to czemu nie gada?

właśnie

zrobiłam listę zakupów... zakupy zrobi koleżanka, a jej kuzyn mi je przywiezie

jak zwykle zadziałałam impulsami

niedzielny mnie zaskoczył ostatnio, bo gdy ja gotowałam zupę w kuchni, on wyciągnął mój garnek [ze szklaną pokrywką] wziął plastelinę, zaprzągł cometa do roboty [i jesce makalonik... i kukulydzę... gloszek, blukselkę i makalonik], comet posłusznie lepił co mu kazali, a niedzielny gotował zupę z plasteliny, włos mi się zjeżył gdy krzyknął "mama daj miksel", gdy ja myślałam jak wybrnąć z sytuacji i nie podając miksera uniknąć histerii, comet opanował sytuację dając młodemu jego wkrętarkę "tu masz mikser"

postanowiłam zadziałać, lecz chociaż najbardziej chciałabym zrobić zakupy tu

to zadowolę się małym zestawem garnków, mieszadeł oraz śniadania i warzyw z popularnego niebiesko-żółtego sklepu... przyjadą do nas z gdańska :-D

jak wygram w totolotka to normalnie plan toys są moje  eee to jest oczywiście niedzielnego ;)

 

 

 

poniedziałek, 09 stycznia 2012
czas na dietę

dziecko mnie podsumowało

n: chodź się bawić ze mną

a: teraz nie mogę, robię sobie kanapki

n: a czemu?

a: bo jestem głodna

n: masz duży brzuszek, nie musisz już jeść...

 

szósta rano to u nas ulubiona pora na doniosłe przemyślenia, trudne pytania i ważkie argumenty

n: mamo, a dlaczego mnie kochasz?

a: bo jesteś moim synkiem... a dlaczego ty mnie kochasz?

n: bo tak...

 

niedzielny świeci latarką w łóżku "gdzie jest mój skalb?..." zaświecił na mnie "o tu jest! a gdzie jest mój dlugi skalb?" zaświecił na cometa "o tu jest! mam dwa skalby"

 

sylwester był interesujący

miało być jak co roku - impra u nas, jak ostatnio - z dziećmi

dzień wcześniej zadzwoniła A. żeby może jednak sprzedać dzieci dziadkom, pogadałam z babcią i ok, niedzielny pojechał do babci

o 21 wpadli do nas znajomi, po drinku, coś do jedzenia i w samochód

tuż przed północą byliśmy w międzyzdrojach, szapan na plaży, fajerwerki i z powrotem do szczecina

potem 13 muz, ale nie weszliśmy [chcieli za dużo kasy, za krótką już w sumie imprezę] a potem do free bluesa... ja zmęczona wróciłam do domu, a comet przytrzasnął bagażnikiem palec, ciekawe kiedy mu zejdzie paznokieć

i tym sposobem z hukiem powitaliśmy nowy rok

piątek, 30 grudnia 2011
wychowanie

gdy niedzielny zaczął raczkować powiedziałam "koniec zabawy, zaczyna się wychowanie"

teraz gdy niedzielny jest już przedszkolakiem, wiem że wtedy to był wstęp tylko

bo co tam, zwykłe "nie wolno" i pilnowanie żeby nie wsadził czegoś do kontaktu, teraz zaczynają się schody

niedzielny zaczął brzydko mówić, takim brzydkim krzyczącym tonem [bo z "bluzgów" mówi >>kurcze blade<< albo >>kurka jasna ciasna<< (to ostatnie akurat z bajki)], wystawia język, pluje, bije i kopie... potrafi złapać mnie za rękę żeby utrzymać równowagę i kopnąć mnie... na szczęście już zdążyliśmy oduczyć go gryzienia [zaliczył przy okazji klapsa po tym jak wgryzł mi się w policzek]

za każdym razem mówię mu, że się gniewam, że jest mi smutno, że nie będę z nim rozmawiała, czasem od razu mnie przeprasza, czasem mówi mi że to on się gniewa na mnie

ostatnio powiedział mi "pseplasam, tseba powiedzieć niechcący"

ciężko jest wytłumaczyć mu, jakie emocje czuje i co trzeba z nimi zrobić, pewnie jeszcze długa droga przed nami, a charakterek po mamusi nie wróży tego, że będzie to łatwy szlak...

oj czeka nas jazda bez trzymanki, bo to chyba dalej tylko wstęp do wychowania

środa, 21 grudnia 2011
podsumował

dziś rano niedzielny był bardzo zainteresowany biustonoszem

n: a jak to się zakłada?

gdy założyłam, złapał mnie za piersi i powiedział

n: a ja kiedyś piłem z twoich cycuszków ee ee ee

ja: mleczko

n: mleczko

 

wieczorem opowiedziałam to cometowi i spytałam niedzielnego, czy mu smakowało moje mleczko

n: jak klowy...

sobota, 10 grudnia 2011
sobota

7.30 a ja w pracy

poj...ło kogoś, wolałam wypisac urlop, ale nie, odrabiamy....

no nic, w ciąży jeszcze nie jestem, ale to się może zmienić i mam nadzieję że zmieni się szybko...

jakaś pseudo romantyczna część mnie, wymyśliła że byłoby fajnie zatestować przed świętami i  mieć niespodziankę gwiazdkową w postaci testu z dwiema kreskami

ta normalna część mnie zaraz się zrzyga z nadmiaru kiczu, bo to chyba nie mdłości ciążowe ;-)

 

w ramach odstresowania robimy dziś święto lasu i idziemy z cometem do knajpy

święto, bo pierwszy raz od marca :-D

jeszcze jakiś koncert i byłoby super...

tak, będę pić alkohol, mimo iż mogę być w ciąży - podsumowanie dotychczasowych starań - dwa razy zapalenia dziąseł  bez leków przeciwbólowych, bo "mogę być w ciąży" [dlaczego zapalenia dziąseł mam zawsze po owulacji?]

a potem okazywało się że swobodnie mogłam się zaćpać ketonalem forte, który czeka na mnie w szafeczce, zamiast się męczyć...

teraz jestem na etapie "beta HcG jeszcze nic nie wykaże" więc nawet jeśli jestem w ciąży to fasolka [hehe ;)] jeszcze ode mnie nic nie bierze... więc tak, będą %

niewiele bo niedzielny znów chory, ten sam zestaw leków jak co miesiąc... comet: popatrz 6 lat studiów a wystarczyło nauczyć się 5 nazw na pamięć...

 

dziś rano (ok 6.30)

niedzielny: mama jesteś taka ee ee mądra

arvata: comet słyszałeś?

comet: taaaa, chyba się jeszcze nie obudził

:]

 

 

środa, 07 grudnia 2011
koleżanka

pisze strategię marketingową "a czy ja mogę napisać tam, że klienci uważają że nie jesteśmy nowatorscy tylko wszystko zrzynamy?"

****

przy śniadaniu mówię do projektanta o tej sytuacji i kończę wypowiedź "... czy my kiedyś coś sami wymyśliliśmy?"

projektant "tak... zarządzanie"

:D

 

wpis dedykuję takim dwóm M. które kiedyś tu pracowały, a wiem że zaglądają ;)

 

poniedziałek, 05 grudnia 2011
wstawiony

szykujemy się rano na basen

a: niedzielny wstań proszę

n: już jestem wstawiony

 

poza tym niedzielny już wie, że z mikołajem to szwindel

n: mama, a kto kupił helikoptel?

a: mikołaj

n: mama kupiła?

a: nie, mikołaj

n: tata kupił?

 

wtorek, 15 listopada 2011
ostatnią

notkę mi wcięło, nie wiem czemu

a dzieje się średnio fajnie w tej chwili

niedzielny pochorował [znowu] teraz jest już ok

ja niestety jeszcze nie jestem w ciąży :(

a w robocie jest coraz gorzej...

ale szczytem złych informacji była wizyta mojego taty u lekarza

mój tata pochorował sobie, taka niby grypka, wyleczył się i pognał na swój ulubiony sport i zonk, pobiegał za piłką i oddechu nie mógł złapać...

poszedł do lekarza [bo pewnie ma astmę, tak jak miała jego mama i ma jego siostra], pani doktor zrobiła ekg i wysłała na cito do kardiologa

tata poszedł do kardiologa na wizytę i został na cały dzień w szpitalu

diagnoza: migotanie przedsionków! zagrożenie skrzepem i udarem mózgu

teraz co tydzień kontrola, tona leków i w grudniu tuż przed świętami zabieg - mają go potraktować prądem, lekarz mu powiedział że będzie to wyglądało "jak na filmach"

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 84