- feministka - wegetarianka - joginka - żona - początkująca mama -
piątek, 29 stycznia 2016
2015...

Tata odszedł w lipcu, dokładnie w siódmą rocznicę mojego ślubu

do końca wierzyliśmy, że jeszcze jakoś to będzie, w kwietniu miał operację, która dała mu dużo nadziei, pod koniec czerwca Jego stan zaczął się pogarszać

walczył do samego końca

pół roku po Jego śmierci jestem zawieszona pomiędzy dwoma stanami - pustka i tęsknota miesza się z codziennością, czasem czuję się tak jakby Go nigdy nie było

jakoś to ogarniamy, pomiędzy pomocą Mamie, pierwszą klasą niedzielnego, pracą w korporacji (już ponad rok), przedszkolem czupurka, wszystko w biegu, w ciągłym niedoczasie, wyszarpując czas na własne drobne przyjemności, tylko wieczorem czasem same łzy napływają do oczu

Dziadek odwiedza czupurka, wstaje rano i opowiada jak leciał z Dziadkiem do nieba i budowali budowle z klocków, albo budzi się w środku nocy i zaczyna się bawić w zabawę, w którą tylko mój Tata się z nimi bawił...

w drodze do pracy codziennie mijam cmentarz, codziennie zadaję sobie pytanie dlaczego On? pytanie na które nie ma odpowiedzi

w lutym Tata miałby 63 lata

dwa miesiące temu zmarł mój Dziadek, miał 85 lat, w październiku znaleźli u niego guza, długo się zastanawiali czy go operować, bez operacji może pożyłby dłużej, ale nie byłby w stanie funkcjonować, dlatego w końcu zdecydowali się na operację

po 2 tygodniach po operacji musieli go znów operować, kilka dni później zmarł

z ulgą przywitałam 2016, oby już nie było takiego roku jak 2015....

poniedziałek, 03 listopada 2014
wyroki pisze się po łacinie

chujnia z grzybnią

nic innego nie chciałam, tylko nudy, rutyny i przewidywalności i chuj

niewiele gorzej już może być

 

to nie tak miało być, miało być tak, że za 20 lat wkurwiać się będę na tatę z alzheimerem, że muszę go przewijać, wozić na wózku i karmić

miałam się wkurwiać na rodzeństwo że nie pomaga, miałam wiecznie narzekać że na starość mam małe dzieci do opieki

nie miało być tak że patrzę na moich synków i się zastanawiam ile będą pamiętać

nie miało być tak, że patrzę na to jak bawią się z dziadkiem i mam łzy w oczach, bo zastanawiam się ile czasu jeszcze zostao

nie miało tak być, że patrząc na grób mojego dziadka, który zmarł przed 65 rokiem życia, że dodaję do 1953 roku 65 lat i ni chuja nie wychodzi mi rok obecny czy przyszły

nie miało być tak że zbieram się z kawałków co rano, udając że nie beczałam pół nocy, trzymając się w garści gdy jestem u rodziców, trzymając się w garści przez cały dzień, by wyć gdy usypiam dzieci

nie wiem jak to zrobić by powiedzieć tacie że bardzo go kocham i że nie chcę go stracić, nie chcę by wiedział jak bardzo się boję, jak mnie paraliżuje strach o niego, chcę żeby wiedział że kurczowo łapię się tych 1-2% że liczę na cud, że uda się to zatrzymać i że moje dzieci bedą mogły sie jeszcze długo z nim bawić

nie chcę patrzeć na czupurka i myśleć o tym, że moja siostra nie pamięta dziadka, bo zmarł jak miała 2 latka

i nie KURWA NIE CHCE NIC WIEDZIEĆ O TRZUSTCE, nie chcę czytać o objawach o późnej diagnozie i że jak boli to w sumie za późno, nie chcę wiedzieć, nie chcę wyłapywać strzępków nadziei, że 1-2% to nawet pięć lat i zaraz wiadrem zimnej wody na łeb ale że średnio do 4,4 - 20 miesięcy, nie chcę widzieć szaleństwa po śmierci Ani Przybylskiej - lekarz, ksiądz, spowiednik tabloidach opowiadają jak wyła z bólu, nie chcę widzieć quizów na necie ani kurwa nic innego na ten temat

nie chcę się modlić o to by chemia zadziałała i żeby w ogóle szybko zaczęli leczenie, żeby guz się zatrzymał i żeby można było go wyciąć

chcę by tata dotrzymał obietnicy, że gdy niedzielny będzie miał z siedem lat to go zabierze do dortmundu na mecz

chcę kupować mu otwieracze na kolejne urodziny, imieniny, gwiazdki

chcę się z nim kłócić o pierdoły

chcę się obudzić z tego koszmaru

31 października tata dostał wynik biopsji, o guzie na trzustce wiedzieliśmy tydzień dłużej

cellulae carcinomatosae

wtorek, 29 kwietnia 2014
taka przerwa, pewnie zaraz następna

tak to już jest, niby nuda, rutyna i dzień za dniem taki sam, a czas leci nie wiadomo kiedy

czupurek ma już 11 miesięcy i wielkimikrokami zblizamy się do roczku, kroki te stawia ostroznie przy meblach, na czworaka leci szybciej, nawet po schodach

 

ja siedzę i dłubię oczka, ile się da, a jak się nie da to też

miałam dwa tygodnie przerwy w dłubaniu, szyciu itp. gdyż odnowiła mi się erozja rogówki, lekarze mnie "poicieszyli" mówiąc, że będzie się odnawiać - lipa

to co niedzielny zadrapałw  styczniu 2013, postanowiło się odezwać na wyjeździe w Polskę, byliśmy pod Łodzią i niestety trzeba było szukać szpitala z dyżurem okulistycznym

teraz z okiem jest ok, ale muszę używać sporo kropli i mieć nadzieję, że za szybko się nie odnowi...

 

z dłubaniny w oczkach powstają różne rzeczy, jak np wzięcie udziału w konkursie producenta drutów

konkurs był fotograficzny, a raczej jest, gdyż trwa do jutra

w konkursie udało mi się zgarnąć jedną nagrodę za zdjęcie dnia :D teraz czekam na przesyłkę drutów do warkoczy i markerów do oczek - jest duma i radość

po 1 maja wybiorą 10 zdjęć i można będzie na nie głosować... mam nadzieję, że jakieś moje też tam będzie, jutro muszę wrzucić jeszcze ostatnia fotkę

prosze o kciuki

niedzielny kończy przedszkole, zapisany jest już do zerówki [serio!], będzie się działo

a blog mimochodem skończył 9 lat [serio!]

piątek, 03 stycznia 2014
podobno

jest tak, że dziecko po roku zaczyna rozumieć, że jest osobnym bytem, osobnym od matki

na własnym przykładzie, wysnuwam teorię, że matkom zajmuje to dłużej

to że niedzielny jest "obcym ciałem" pojęłam chyba po urodzeniu czupurka, a może po prostu to ta granica 3-4 lat?, gdy dziecko się zmienia drastycznie? na zachodzie anglojęzycznym funkcjonuje nazwa "toddler" i to jest taki etap przejściowy pomiędzy baby a kid i faktycznie jest taka faza w rozwoju dziecka [i matki]

toddler to już nie niemowlę, ale nadal jest to malutkie dziecko "do schrupania", wycałowania w piętę i paluszki, pogilgania i wytarmoszenia

relacja "cielesna" z czterolatkiem jest inna, jasne że się dalej przytulamy, gilgamy itd. ale jest jakaś autonomia w dziecku, jest osobnym ciałem, osobnym bytem

czupurek jest mój, czasem chce się go przytulić tak, żeby wtopił się we mnie, uwielbiam gdy się śmieje w głos, gdy okazuje radość z naszych poranków, gdy cieszy się i wykrzykuje po swojemu gdy tylko odpinam biustonosz, majta nogami na sam mój widok

niedzielny jest oczywiście nadal małym chłopcem, kimś, dla kogo jesteśmy autorytetem, ale jednoczenie jest coraz bardziej niezależny, coraz więcej che decydować o sobie i coraz większy autorytet mają koledzyz  przedszkola

teraz odkryję amerykę, przy drugim dziecku chce się wolniej, niedzielny w wieku sześciu miesięcy jadł już różne rzeczy [pomijam to, że już był na mm], czupurek pije niemal wyłącznie moje mleko i... niespieszno mi do rozszerzania mu diety, owszem próbujemy, ale on nie chce, a mnie to nie martwi, wypluwa wszystko co dostanie, teraz zaczął jeść banana, przez gryzak z siatką, bo do tej pory wszystko szło na ubranie...

nie martwi mnie, że dopiero od miesiąca się obraca i jeszcze nie raczkuje, dla mnie ten czas mógłby dalej wolno płynąć... a karmić piersią to chyba do osiemnastki będę ;)

środa, 18 grudnia 2013

obiecuję, że już wkrótce wpis, bo mi dojrzewa jeden, a może nawet dwa

ale dojrzewa mi też sweterek dla niedzielnego na drutach, muszę się wyrobić do świąt, więc wybaczcie że dziś tylko mądrości z ostatnich dwóch miesięcy...

 

niedzielny wszedł do łazienki, gdy był w niej comet -tata co robiłeś? siku?
-no też...
-i co jeszcze? kupę?
-a ty co książkę piszesz?
chwila zastanowienia - tak.... ale ona jest niewidzialna

niedzielny poprosił kiedyś babcię, by napisała mu wszystkie imiona naszej rodziny, kartkę z nimi przyczepił do swojej tablicy magnetycznej, stoi przed nią z tatą, tata pokazuje po kolei litery
niedzielny: O..Ly...A
comet: i co z tego wychodzi?
niedzielny: Lyaltul


po nieudanych próbach czytania, zniechęcony niedzielny zobaczył moją miarkę krawiecką [1,5m]
uradowany: mamo, a mogę wziąć tą miarkę i policzyć ile tu jest cyfelek?
-52.. 53... tata liczymy aż do stu... 83...84.. tata a wiesz że kiedyś policzyłem do stu... sto...
comet: ale tu jest dalej
niedzielny: tato chodźmy na górę i poczytamy dalej
ja: ale co, centymetr do końca?
comet: centymetl do końca, tato chodź poczytamy te cyfelki

dziś [piątek] comet jest na wigilii firmowej
niedzielny układa się do snu, na zewnątrz coś stuknęło, coś trzasnęło
-to tata!?
-nie, tata przyjedzie późno
-a o któlej?
-może rano...
-albo w ślodę....

wracamy z przedszkola
-mamo ktoś do mnie dzwoni...
-mam ściszyć radio?
-tak
szeptem - ok... dobla... na lazie
-mamo, mam tajną misję...
-jaką?
-zabić supelmena...
-ktoś ci kazał?
-tak, J. K...ski z przeczkola
-teraz do ciebie dzwonił?
-tak bo ja mam telefon w lęce [ręce]...

na przedszkolnym, mokrym od deszczu parkingu
-o jacie! piątka! cyfla pięć!... z gąsienicy - pokazał, na zdecydowanie martwą dżdżownicę

podczas wycierania po wieczornej kąpieli
-mamo, plawda że siusiak jest najważniejszy?

niedzielnyz tatą grają
comet - o jejku, jacie, nie uda nam się, o rety....
niedzielny- o kulwa!

tata zachował zimną krew i dowiedzieliśmy się że M. z przedszkola tak mówi...

 sprzątam pocztę, do której daawno nie zaglądałam, mówię do męża o różnych znaleziskach
-już nie mówiąc o ofercie, żebym sobie penisa przedłużyła o 7 cm
niedzielny- pokaż!!!

 

niedzielnyz tatą, grają w grzybobranie
comet: oo stanąłeś na muchomorze, oddaj grzybka
niedzielny: to oszustwo!
comet: kto oszukiwał?
niedzielny: noo ja... za wolno rzucałem kostką...

 

-mamo, mogę zadzwonić do taty?
-dzwoń
-... tato, a wiesz że zjadłem deserek z przedszkola, a mama siedzi przy komputerze, a ja zjadłem szybciej niż mama pisze

mały kabel

 

-od dziś nie jem niczego, ani jednego ani drugiego
-??? czego nie jesz?
-no ani obiadu, ani kolacji

niepokoi mnie deklaracja przejścia na dietę czterolatka, który waży 15 kg....

 

jedziemy samochodem, czupurek sobie coś gada
Artur- czupurek powiedział, że ma fajny fotel
czupurek - grhł ghrr
niedzielny- teraz powiedział, że fajna szyba
czupurek - ghrrr głłh
niedzielny- a teraz że mu się nudzi...

 

-mamo ja się tak ulodziłem, że chcę glać

 

-mamo ja nic nie pamiętam, jak byłem mały...
-ale co chcesz pamiętać?
-noo, jak spałem i jadłem cyca...

 

-mamo! mamo! dziadek wyrwał rękę czupurek owi..... eee z buzi....

 

rozmowa z wujkiem
wujek: niedzielnymasz muskuły?
niedzielnynaprężył ręce: nie mam, ale mam kilka czerwonych krostek...

 

u lekarza, zakaszlany i zasmarkany niedzielnywszedł sam do gabinetu, mama guzdrze się z czupurek kiem w poczekalni
lekarka: cześć Artur, co rozchorowałeś się?
niedzielny: tak
lekarka: to co ci dolega
niedzielny: mam lekką alelgię

 

pierwszy dzień przerwy od komputera
-mamo, a kiedy będę mógł glać?
-za tydzień
-a może po tej nocy?... [tonem kusząco obiecującym] wiesz? ja mogę być grzeczny po tej nocy...

 

-tato, tato zbudowałem ci szulikena

 

-Artur, zobacz mam dziurę w kapciu, muszę kupić nowe
-pokaż, aaa, oooo... ale i tak cię kocham...

 

-Artur, ja chcę żebyś założył kapcie
-nie "chcę" tylko poproś
-ja chcę żebyś założył kapcie i był zdrowy
-możesz mnie od razu poprosić
-niedzielnyproszę załóż kapcie
-i tak dobrze...

 

skoro chłopcy wstali dziś przed 7, matka postanowiła wykorzystać dodatkowy poranny czas na kąpiel, weszłam do wanny gdy
-mamo! mamo!
-coo???
-jhd ciyx jfhbxuyhxnlhfl ufyln
-cooo?!?!?!
-...em.... tu....
-COOO?!?
-POLICZYŁEM DO STU!!!!

ja chyba też powinnam

 

niedzielnyzna się już na zegarku [no mniej więcej i tylko elektronicznym]
8.40 w drodze do przedszkola
-mamo jest ósma czteldzieści, spóźniliśmy się, o ósmej mamy obiadek
-nie, o 9 macie śniadanko
-nie, o ósmej...

 

 

-ARTUR!!! CZEMU PRZYKLEIŁEŚ NAKLEJKI NA MOJE MEBLE W KUCHNI?!?
-to nie są twoje meble, one są wspólne

 

-mamo, a twoje pieluszki na księżyc, te co zatykają krew są na noc i mają wszystkie kropelki...

 

gdy niedzielnybył w przedszkolu, babcia z dziadkiem wpadli na kawę, na stole został talerz z okruchami po "gniazdku francuskim"
Artór wrócił z przedszkola, zobaczył talerz - o widzę że była tu niezła impreza...

 

- gdzie zostawiłeś furby'ego?
niedzielny- w samochodzie
- o nie, nie pójde teraz do samochodu, jestem wykąpana i w szlafroku, a na dworzu jest zimno, wyjdę to zachoruję na zapalenie płuc
niedzielny- hmmm dawno nie byłaś chora...

 

-mamo, bystry jestem.

 

po małej sprzeczce
niedzielny: jak mówię proszę to masz słuchać
tata: ty mnie nie słuchasz to ja ciebie też nie będę
niedzielny: będziesz, bo ja nie lubię niesłuchaczów...

 

pojechaliśmy dziś ma plac zabaw, niedzielny wysiadł pierwszy i ruszył w stronę placu, ja guzdrałam się z wózkiem i z czupurkiem, po chwili niedzielny wrócił i żywo gestykulując
-poszłem...
-poszedłem
-poszedłem do bramki z zakazem zwierząt, a ty nie poszlaś za mną, tak nie wolno, NIE WOL-NO

-ech wy moje rumburaki...
Artur- jeden maludzący a drugi nie maludzący, czupurek jest maludzący, a ja nie maludzący...

lista życzeń
-mamo, kupisz mi działko przeciwlotnicze, strzelające, zabawkowe?

"dzienniczek przedszkolaka"
odebrałam niedzielnego z przedszkola, uważnym okiem obejrzałam plamy na spodniach i bluzce
-byliście na dworzu?
-tak
popatrzyłam na różowe plamy na szarych spodniach
-a na obiad był barszczyk?
-tak z bulaczkami!

-mamo widziałem ptaka biało-czalnego
-srokę?
-nie, BIAŁO CZALNEGO
-bociana?
-nie, BIA-ŁO CZAL-NE-GO! skrzydła miał czalne a brzuch biały
-srokę?
-tak!

-mamo mogę pograć
-nie, już dzisiaj grałeś
-ale możemy się tak umówić, że jak zjem obia... jak ty i tata zjecie obiad, to pogram, możemy się tak umówić?

comet kosi ostatni raz "trawnik", niedzielny mu pilnie pomaga
po chwili przynosi mi wyrwanego z korzeniami "kwiatka" - fioletowego
ja - dziękuję kochanie
niedzielny- to jest zwykły chwast
i pobiegł do taty
przez otwarte okno słyszę
- tato, dałem mamie kwiatka i mi podziękowała
- bo mama lubi dostawać kwiatki
- czemu?
- nie wiem....

wracamy z przedszkola, niedzielny z czupurkiem na tylnym siedzeniu, czupurek wydaje dziwne, niepokojące dźwięki
ja - niedzielny co czupurek robi?
niedzielny- kichał
ja - a co teraz robi?
niedzielny- patrzy tlochę na mnie tlochę na swoje pazulki

wchodzimy do domu
niedzielny- będę jadł...
ja - dobrze, zjedz, a ja wyciągnę maszynę i będę szyła
niedzielny- ech ta mama!, czupurek plawda że mama jest eeee dziwna?



czwartek, 14 listopada 2013
aaaaaa

zaniedbuję tego bloga, tak jakoś dni są podobne do siebie i szybko uciekają, a roboty [sama sobie dodaję] nie mniej, milion pomysłów na to co zrobić z tzw. wolnym czasem

ale... są chwile gdy muszę, bo inaczej się uduszę... niestety wylać żółć z siebie

jak np po ostatniej wizycie u teściów

milion razy już pisałam że teściowa jest wiecznie narzekająca, wiecznie krzycząca i w ogóle zgorzkniała, pisałam też że chyba wiem czemu i pewnie tez bym była taka na jej miejscu, ale czasem mogłaby się powstrzymać

dwie scenki rodzajowe z ostatniej u nich wizyty

przyjechał brat cometa z żoną, spod torunia przyjechali

żona: a my przyjechaliśmy i od razu na "niezdrowe" zawsze jak jesteśmy w szczecinie to wpadamy na kebaba

ja: my mieliśmy ostatnio tak, że dzieci nam pospały w południe, nie było jak się wyrwać na zakupy, więc zdecydowaliśmy się zamówić do domu, ale nie chcieliśmy pizzy i stanęło na greku....

teściowa: to po co ci była taka droga kuchnia, wystarczyłaby ci taka jak ja mam

 

???? mam dwa miliony odpowiedzi, jedna bardziej chamska i bezczelna od drugiej, od bo lubię na nią patrzeć po bo mnie na nią było stać

ale meritum sprawy jest takie, co to k...a za pytanie? co to za komentarz?

popatrzyłam na nią, nic nie powiedziałam...

 

po jakimś czasie przywędrowały herbaty na stół, w tym dla niedzielnego [w domu niedzielny nie dostaje czarnej herbaty], teściowa "comet posłodź od razu niedzielnemu"

ja: nie trzeba mu słodzić, ja mu nie słodzę

i się zaczęło, bo przecież niedzielny je kanapki z miodem, więc czemu nie słodzić, nie było argumentem tam że miód to jednak nie cukier i dziecko nie musi mieć słodzonego absolutnie wszystkiego, o dziwo comet też się dołączył do chóru i jego brat [ale to juz chyba prowokacyjnie, bo sam nie słodzi] też

ugryzłam się w język, kolejny raz, a miałam ochotę powiedzieć że ja 1200 zł na dentystę dla dziecka nie mam, miałam ochotę puścić tam tyradę na temat dawania lizaków czteromiesięcznym dzieciom "żeby spróbowały", próbowania mleka przez smoczek czy ma dobrą temperaturę i wtykania tego smoczka dziecku do buzi, dawania coca-coli dwulatce i bluzgania na komorowskiego że szwagierka musiała zapłacić sama za dentystę, bo dzieciak miał 8 zębów popsutych i jedynki trzeba było leczyć kanałowo, bo w szpitalu powiedzieli że grozi sepsą, a szwagierka jeszcze skomentowała, że jakby mała miała więcej lat, tuż przed wypadaniem zębów, to ona by tego w ogóle nie leczyła, bo i tak wypadną, a teraz jeszcze sporo czasu przed młodą, zanim zęby wypadną
ale zaraz, to ja mam dziwne metody wychowawcze i zabieram dzieciństwo dziecku

bez kitu, jeszcze jedna taka wizyta i jak im powygarniam, to pewnie na święta nas nie zaproszą ;)

 

i jeszcze jeden kwiatek z tego dnia, zabraliśmy kuzyna [10 lat] do nas na noc, pitu pitu i powiedział  że nie jedzie na zieloną szkołę "bo nie ma pieniędzy"

pieniędzy trzeba 400, płatne w ratach, pierwsza myśl, damy mu kasę na to, tylko dwoje dzieci nie jedzie, druga myśl - nie, nie damy, 700 zł miesięcznie na fajki jest....

niedziela, 13 października 2013
co u mnie?

czas mi gdzieś ucieka nie wiadomo gdzie

ledwo wstanę juz 15 i zaraz spać - to tak w skrócie dzień mija

czupurek jest spokojnym dzieckiem, chętnie śmiejącym się, codziennie rano przesikanym - przebieram go zazwyczaj między 4.30 a 8 - chichra się przy tym ze prawie resztę budzi

mieliśmy kilka kiepskich nocek, tzn. wiercił się [żebyście nie myślały że wył, albo nie wiadomo jaka gorączka] bo 4 dni temu wyszła mu jedynka

niedzielny był na wizycie u gastrologa, na razie mamy powtórzyć badania na lamblię i nie trzeba robic ponownej gastroskopii

no i tak między rozkładem dnia czupurka [który prawie wyłysiał - podobnie jak ja] a odbieraniem niedzielnego z przedszkola próbuję wyszarpać czas na swoje rzeczy - szyję, dziergam, planuję nauczyć się na szydełku, siedze po nocach w necie

a czas pędzi i pędzi, dopiero co był wrzesień, a już połowa października

zaraz święta, nowy rok i znów lato i starość nie radość

tak poza tym to dobrze, jestem wyluzowana, czuję się spełniona, tak, mogłabym trwać w tym stanie długooo, nie wiem czy mi się nie odmieni za chwilę, ale teraz nie czuje potrzeby wyjścia do ludzi, takiej jak miałam z niedzielnym, może te fora i fejsbuki nie takie złe są? spełnieniu sprzyja fejs, zupełnie niechcący, ot kilka razy wrzuciłam zdjęcia rzeczy które uszyłam i nagle sypia się na nie zamówienia, a szyłam dla siebie, dla dzieci

łechce to moją próżność, przyznam

brałam udział w konkursie, konkurs był na "lajki" więc kompletnie niemiarodajny, zajęłam drugie miejsce - konkurs był  finałem internetowego kursu szycia, pierwsze miejsce to była maszyna której troszkę nie mogę odżałować, ale nagroda za drugie miejsce też jest fajna - roczna prenumerata burdy

ale dzięki temu odkryłam solidarność babską w rodzinie, jakiej się w sumie nie spodziewałam, została obdarowana starym, dobrym, ciężkim łucznikiem

poza tym coraz bardziej i bardziej robię się "kurą domową" - teraz to jest modne, tylko nazywają to ekologią ;) właśnie w całym domu śmierdzi kapusta, którą kiszę, sama zrobiłam zakwas i znów piekę chleb

przez perypetie niedzielnego [bo kłopoty to mają dzieci naprawdę chore] zwracam coraz większą uwagę na jedzenie, jestem zdziwiona bo niedzielny lubi gorzką czekoladę, je mój chleb... jest dobrze i niech trwa

 

czwartek, 03 października 2013
nazbierało się...

rano leżymy w łóżku, czupurek obok niedzielnego, ćwiczy obracanie się z pleców na boki szturchając niedzielnego
niedzielny: ech z tym czupurkiem to żyć spokojnie nie można


-... to kto się w kim kocha w przedszkolu
- Wiktol kocha Alę
- a ty kogo kochasz?
-Wiktola.... i Alę...


-ale miałem fajny sen...
-co ci się śniło
-że paskudek powbijał szczały w plecy troskliwym misiom, to nie było śmieszne, ale to był fajny sen....


niedzielny klepie mnie po plecach
-niedzielny, co robisz?
-no żebyś wykrztusiła, albo beknęła


 

mała sikorka wpadła nam w szybę i spadła na taras
-mamo a dlaczego ten ptaszek leży
-bo nie żyje
-żyje, bo ma otwarte oczy
-nie na tym polega życie ptaszków...
-a na czym?
-na machaniu skrzydłami, on umarł
-ale jak się umiera to sie rozpada na kamienie


czupurek łapie zabawki na bujaczku i sobie głuży
-grrr aaaa yyy aaał rrr
niedzielny sprzed komputera
- no wiem czupurek że chcesz żeby ktoś się z Tobą bawił, ale nie mogę...


-mamo, a jutro będzie zima?
-nie, teraz mamy wrzesień, jeszcze październik, listopad i będzie zima
-jeszcze listopad, czwartek i zima?


w drodze z przedszkola:
-mamo, a czemu ty ciągle pamiętasz drogę do naszego domu?
-bo często jeździmy i pamiętam...
-a jak będziesz stara to nie będziesz pamiętać.


-niedzielny! Co to jest na ścianie?!?
-eee no klej...
-Co on robi na ścianie?!?
(rozsmarowany na wysokości metra)
- no upadł mi....


-kochanie, to rodzice ustalają zasady i jak jesteś niegrzeczny to nie możesz grać na komputerze
-bla bla bla bla bla...



w drodze do przedszkola
niedzielny- czupurek już niedługo dostanie nowy fotelik, bo głowa robi mu się za długa... mamo, a kiedy Tymek będzie z nami jeździł?
ja- chcesz żeby Tymek do nas przyjechał? muszę spytać cioci i wujka
niedzielny- a kiedy oni umarną?
ja- chcesz żeby ciocia i wujek umarli?
niedzielny- no, nie będzie mi śmiesznie, ale chcę bo wtedy Tymek będzie z nami jeździł


 

niedzielny-mamo, burczy mi w brzuchu
ja -to pewnie z głodu
niedzielny-no coś ty, takiego bohatela nigdy nic nie boli


wczoraj niedzielny chciał zagrać w "grzybki" ale w bałaganie w pokoju nie mógł znaleźć żadnej kostki.
dziś znów chciał w to zagrać, ale żadna magiczna siła nie zlikwidowała bałaganu, nagle...
-mamo to nieplawdopodobne! Znalazłem świecącą!


 

niedzielny: ja umiem strzelać tarczowymi ze strzałami...
ja: a rodziców umiesz słuchać?
niedzielny: no cooś ty...


przechodzimy obok zamkniętego kiosku (cały zasłonięty żaluzjami).
niedzielny: mogę kupić tu wafelka?
ja: a umiesz to otworzyć?
niedzielny: nie... ale mam plan, walniemy i bach...
ja: jak walniemy i zrobimy bach to wiesz co będzie?
niedzielny: nie, co?
ja: przyjedzie policja, założy ci kajdanki i zawiezie do aresztu
niedzielny: to jak mamy to zrobić?... Już wiem, mam inny plan, otworzymy to po cichu, tak żeby policja nie usłyszała....


czupurek jęknął
ja: ech ty jęczyduszo, nie jęczymy.
niedzielny: czupurek to jęczydło.
ja: czupurek? ja znam takie inne jęczydło. wiesz jakie?
niedzielny: eeee tata?


 

w forcie w świnoujściu, oglądając armaty: tato a gdzie są inne dziełka?

umówiliśmy się dziś z ciocią A. na spacer i Śniadanie przy Błoniach

niedzielny wyprzedził nas, my zajęte byłyśmy rozmową, odwrócił się:
-nie gadać tylko iść!


 

hmm czupurek już zaczyna "gadać"

ja: czupurek chcesz cyca?
czupurek: biee
comet: obie?


ja do czupurka: ech ty agencie... nieruchomości
niedzielny: nie ma czegoś takiego jak agent nieruchomości, jest tylko król nieruchomości
ja: skąd wziąłeś króla nieruchomości?
niedzielny: no w przedszkolu... jest król ciszy i król nieruchomości...


po pierwszym treningu karate
-mamo a ta pani to ninja?


niedzielny w kąpieli, comet wchodzi do łazienki
comet -CZEMU TU ZNÓW TAK NACHLAPANE?!!!
niedzielny- nie drzyj się...
comet- i kto to mówi
niedzielny- ...gniewaj się, ale się zachowuj


środa, 04 września 2013

niedzielny bawi się z tatą. Zobaczył komara: zabij go! Ja go zabiję tym!
comet: nie, nie, nie, mieczem dwuręcznym komara nie zabijamy


 

-niedzielny, tata przyjechał
-któly?


 

-mamo, masz dwa wyboly, pozwalasz mi glać czy nie?
-nie...
-NO DOBLA, TO NIE JEADĘ Z TOBĄ NA KALATEEE


 

pierwszy dzień w szkole, pierwszy dzień w przedszkolu, a niedzielny ma pierwszy dzień wakacji
właśnie szaleje z dziadkami w parku dinozaurów gdzieś tam, matka nie wie gdzie, bo im mniej wiesz, tym dłużej żyjesz
rano przyjechali po bluzę i czapkę
-pa synku, miłej zabawy!
-pa mamo, jeszcze będę u ciebie!


 

niedzielny bawi się zabawkami i podśpiewuje pod nosem:
"kulwa, kulwa"
comet spokojnie: proszę cię, nie mów tak, to brzydkie słowo. gdzie je usłyszałeś?
niedzielny: nigdzie, wymyśliłem...


 

monolog niedzielnego:
-czupurek powiedział Ewa, a my tu nie mamy Ewy, urodzimy Ewę? mamo urodzimy Ewę, taką dla czupurka, tak jakby dzidzię...


 

-dobla, muszę się wysikać, gdzie tu jest pauza?

poniedziałek, 12 sierpnia 2013
dziadkowie zabrali niedzielnego

na "zwiedzanie miasta", niedzielny wrócił i relacjonuje "byliśmy na wałku chloblego"

 

niedzielny do cometa: możesz mi psejść tlójkę i kupić mi bombową
comet: dziękuję bardzo.... to był sarkazm
niedzielny: to był lozkaz


 

-niedzielny, mogę zjeść twojego brata
-nie
-ale on jest taki słodki
-ale nie całego...
-a co mam zostawić
niedzielny bacznie przygląda się bratu i mówi proszącym głosem
-nie uglyź go, bo go będzie bolało


 

niedzielny włącza grę na komputerze:
-ach ten pseklęty obowiązek...


 

-tato, żesz kulde melek, jak psejdę cternasty?

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 96