- feministka - wegetarianka - joginka - żona - początkująca mama -
wtorek, 09 lutego 2010
pół roku

moje maleństwo dziś skończyło pół roku :D

 

ale dziś nie jestem w stanie się cieszyć, bo dziś zmarł ten mały chłopczyk...

[*]

sobota, 06 lutego 2010
na szybko

ale czy się da?


w noc po poprzednim wpisie comet poszedł spać do innego pokoju - "cfany" miał nosa! niedzielny odstawił noc która w moim prywatnym rankingu najgorszych nocy z miejsca wylądowała w top3

zęby!

jak poprzednie jedynki wychodziły bezboleśnie to górne robią nam masakrę

wczorajsza noc też była z serii "zakład mamo że możesz całą noc nie spać?" wygrywasz synku, wygrywasz...

ale tu przypuszczałam że to kupa, comet obstawiał zęby a okazało się że i jedno i drugie

dziś po kaszce młody dostał syropu i mam nadzieję, że nie będzie go już bolało, bo te górne jedynki to jakieś narzędzia tortur - już czuć je palcami, ale on nadal ma bóle :(


za to ja naczelna maruda wymarudziłam dziś wypad do bombay'u imho najlepszej restauracji w szczecinie

niedzielny po całonocnym maratonie grzecznie przespał obiad, obudził się przed deserem i pooglądaliśmy razem restaurację, to było moje pierwsze wyjscie do "knajpy" od porodu...

pierwsze piwo nadal chłodzi się w lodówce, bo pierwszy dzień w pracy był wczoraj... pół etatu to super pomysł, nie wysiedziałabym ośmiu godzin... ale że to tylko jeden dzień był, to postanowiliśmy przedłużyć karmienie do niedzieli... na razie usiłujemy przypomnieć niedzielnemu że z butelki fajnie się je - po jednej próbie podania kaszy mu łyżeczką kasza była wszędzie, ale najmniej w brzuchu ;)

teraz już nawet wcina z butli...


musieliśmy "uczcić" posiadanie złotej karty kredytowej - hehe

wedelka, twój mąż na imprezie pożegnalnej też podpisał "zgodę na przysłanie oferty na zbieranie punktów lojalnościowych?"

bo mój podpisał - wpadli panowie na stację benzynową z zamiarem zakupu alkoholu na imprezkę pożegnalną, dorwały ich hostessy, comet dzielnie wyraził zgodę na to żeby do domu pocztą przyszła oferta na program lojalnościowy, podał swoje dane i grzecznie podpisał formularz

a do domu przyszła umowa na kartę kredytową, złotą żeby nie było, podpisana własnoręcznie przez mojego męża - ja się pytam, na co on patrzył gdy podpisywał papier, na którym jak wół jest napisane UMOWA NA KARTĘ KREDYTOWĄ?... chyba nie chcę wiedzieć ;)


a bankowi, którego nazwy nie wspomnę, gratuluję sposobu łowienia klientów...


poza tym ostatnie dni to modlitwy, trzymanie kciuków i gorące życzenia dla jednego małego chłopczyka - jest starszy o niecały miesiąc od niedzielnego, urodził się z poważną wadą serca, właśnie jest po drugiej operacji i niestety dostał zapalenia płuc, dzielnie walczy o życie...

potrzymajcie kciuki razem z nami...

 

 

piątek, 29 stycznia 2010
wyniki

są, po dwóch tygodniach łaskawie dostałam wypis ze szpitala... wszystko ok, żadnych zaleceń oprócz wizyty u gastrologa [w kwietniu mam umówioną] z następnym dzieckiem będę się umawiać przed porodem do wszystkich specjalistów, jest szansa że wtedy dostanę się kiedy będą mi potrzebni

wygląda na to że alergii nie ma

tylko hmmm z czego te kupy?

poprawiły się nieco - przestraszona, że nie zdążę przed powrotem do pracy zaczęłam wprowadzać nowe smaki - marchewka i jabłko na razie

uwielbiam, jak niedzielny je :D tak się czasem skrzywi, że aż słodko

w poniedziałek ostatnie śniadanie z cyca i potem miało być mleczko modyfikowane, a tu dziś do mnie zadzwonili, żebym przyszła we wtorek, bo w poniedziałek szefa nie ma, jeden dzień odroczenia :D

niedzielny zrobił się mobilny a dom stał się niebezpieczny - gniazdka, wszędzie gniazdka... fikus benjaminek - pewnie jadalny... niedzielny sunie do tyłu, zrobił dwa "kroki" w przód, gdy zaczęłam się cieszyć, on też zaczął się cieszyć i przejechał przez pół pokoju do tyłu :D

z zimna padł nam akumulator, w dniu w którym mieliśmy jechać do pediatry, zadzwoniłam po szwagierkę, przyjechała po nas i  na rogu naszej ulicy walnęła w inny samochód... nic nikomu się nie stało... pediatrę odwołałam szwagierka dostała 6 punktów i 200 zł mandatu o oc i naprawie samochodu pomilczmy...

nie cierpię zimy

następnego dnia o 7 rano poszłam do toalety, dwie krople i ból, o 10 byłam u lekarki

-dostanie pani antybiotyk...

-ja jeszcze karmię...

-o kurcze... to może taki dla ciężarnych nieee... w ciąży wolno przy karmieniu nie... to może inny nieee też nie wolno...

lek znalazł się w trzeciej książce...

jak nie urok to przemarsz wojsk...

 

chyba idą kolejne dwie jedynki - wkrótce będziemy kasować bilety ;)


wtorek, 26 stycznia 2010
dwupoziomowe

mieszkanie ma jeden minus - komórka, dzwoniąca zawsze znajduje się na piętrze na którym śpi niedzielny, a na którym ja przypadkiem się nie znajduję

oznacza to karkołomny bieg po drewnianych schodach w samych skarpetkach, z nadzieją, że jeszcze nie tym razem przejadę po tych schodach na plecach

można byłoby założyć kapcie, ale na to nie ma czasu, bo udowadniając światu że nie zupełnie macierzyństwo mnie zmiękczyło, jako dzwonek mam ustawiony kawałek tool "die eier von satan"

a utwór zaczyna się piłowaniem gitary, takim, że chyba tylko głuchy mógłby uznać, że jet to kołysanka, więc trzeba się spieszyć póki melorecytacja przepisu na ciastka z haszem nie obudzi niedzielnego


na wyniki ciągle czekamy, jestem wściekła, bo za tydzień wracam do pracy, a ciągle nic nie wiem... z tej niewiedzy dałam młodemu marchewkę - lubi... dziś dałam mu jabłka - czy lubi okaże się za dni kilka, mentalnie już się przygotowujemy do rozstania, to będzie bolało

na razie zachęcam niedzielnego żeby jadł mleczko, specjalnie dla niego zrobione, bo w poniedziałek rano ostatnie śniadanie z piersi, potem już zostanie tylko butelka - chce mi się wyć, ale siła wyższa...

z jednej strony fajnie - cztery godziny z ludźmi, ale chyba jeszcze nie dorosłam do tego, żeby nie być z niedzielnym... chociaż jestem zmęczona, tak okropnie zmęczona, jak jeszcze nigdy w życiu nie byłam, to i tak wolę być z niedzielnym niż wstawać do pracy...

nic to, nie ma co wylewać łez, trzeba wziąć się w garść i przestać lamentować

wtorek, 19 stycznia 2010
ooo uuu ooo uuuuu

niedzielny się rozgadał i rozpełzał na wszystkie strony tylko do przodu coś kiepsko

poza tym się wycwanił - 21 po mniej więcej godzinie snu budzi mi się z płaczem a następnie beztrosko zasypia nie odnotowując faktu przełaczenia matki ze stanu stand by w stan baaaczność! tak mnie się wydawało

przedwczoraj zapłakał, poleciałam go pogłaskać... a on banan na twarzy, oczy jak piątaki i odstawia taniec nogami "hej mamuśka, fajnie cię widzieć" i chociaż ta radość rozbraja mnie zupełnie, to jednak kochany niedzielny pora spać

wczoraj znów to samo, hmmm

odpuściliśmy spacery troszkę - tzn zamiast do lasu to pcham wózek w te i we wte po naszej ulicy

nasza ulica... taaa, jak jest śnieg to jest przynajmniej równo... a nasi sąsiedzi zapunktowali na całej ulicy... generalnie problem jest taki, że połowa ulicy jest gminna a połowa prywatna [16! współwłaścicieli] i gmina powiedziała że zrobią ulicę jeśli prywatna część wyłoży kasę i cała ulica zostanie zrobiona jednocześnie

15. właścicieli potulnie wpłaciło kasę a nasz sąsiad właściciel nota bene chryslera i bmw nie

piszę o tych samochodach, bo ja mam vw polo i masakrycznie szkoda mi tego samochodu gdy jeździmy po tych wertepach, a jemu takich ładnych samochodów nie szkoda

szczerze - zrozumiałabym gdyby znajomy z końca ulicy nie dał kasy - on ma hummera, więc i tak mu wszystko jedno jak ta ulica będzie wyglądać

gdybyśmy byli częścią gry sims to nasi sąsiedzi dostali by punkty ujemne w rankingu towarzyskim i nikt by się w nich nie zakochał....

zajadam się mrożonymi malinami i przypomniałam sobie że rok temu zajadałam się mrożonymi czereśniami hmmm... ale chyba nie, skoro niedawno miałam okres... to jeszcze czas, że na takiego newsa zareagowałabym soczystym słowem

na razie niedzielny wystarczy

ubieram mu ciuchy w rozmiarze "6-9 miesięcy" - są za luźne, ale na długość dobre - już widać że poszedł w cometa, to dobrze 186 cm to dobry wzrost

ciągle czekamy na wyniki i ciągle nic nie wiadomo, ale ja wyluzowałam z moją dietą - cholera głodna byłam, a zmian nie było...

niedzielny pcha do buzi wszystko, co mu się w rączki nawinie - ostatnio podczas przewijania zdążyłam wyrwać mu zużytą pieluchę zanim wpakował do buzi...

no i jako matka zapobiegliwa modlę się do bóstw wyprzedażowych - kombinezon na następną zimę już jest i ufam że dobrze trafiłam z rozmiarem... ale hmm 200 złotych za kombinezon na góra jeden sezon dla dziecka to przegięcie, więc obniżka do 60 zł  to jak dar niebios i objawienie

veni, vidi, visa...



wtorek, 12 stycznia 2010
testujemy się

wczoraj na czczo! pojechaliśmy do szpitala

na czczo czyli niedzielny zjadł o 2 i poszedł spać, wstał o 4, do szpitala mieliśmy na 8... spędziłam boskie, rozwijające 3 godziny z moim dzieckiem zanim wsiedliśmy do samochodu

... zanim wsiedliśmy chciałam go nakarmić jakieś dwa miliony razy...

ale jak już wsiedliśy to usnął


a potem w szpitalu klinicznym badanie w obecności anglojęzycznych studentów... oh shit...

powiedziałam że nie ma sprawy... gorzej było, że sama próbowałam opisać problem po angielsku...

no, wiecie moi państwo, ą, ę, moje dziecko robi eeee brzydki shit...


nie moja wina, że po niemiecku znam przynajmniej cztery określenia, tak bez wysilania się i szukania w pamięci... a angielskiego uczyłam się z gansta rapu i die hard ;)

badanie było długie i dość radosne

po badaniu gorsza część, po polsku

poszliśmy na pobieranie krwi, niedzielny wydarł się w niebiosa, panie chciały założyć mu weflon, żeby nie kłuć go za każdym pobraniem, ale... i tu nie zrozumiałam... tak się wydzierał, że weflon pękł [?] możliwe to? w każdym razie trzeba było wyjąć

ja twardo szeptałam mu do ucha, chyba nawet nie słyszał tak się darł

gęsta lepka krew skapywała do probówki, miałam gwiazdy przed oczami i uuu wirował świat, ale byłam dzielna...

po pobraniu moje biedne dziecie dostało słodziutką laktozę do wypicia i poszło spać w mych ramionach... niestety zostało obudzone ukłuciem w palec... po pół godzinie następne kłucie i po następnych 30 minutach następne...

przy drugim pobieraniu uspokoiłam go piosenką "godzina 5 minut 30" taaa jakoś go to bardziej uspokaja niż ach śpij kochanie

ale potem nagroda - prawy, pełniutki po korek cycuch, myślałam że mnie połknie

po jedzonku dwa piętra wyżej na testy skórne - mleko, białko, żółtko, pszenica, ryż, kukurydza, żyto i soja, i dwa dni barbórki, inaczej mówiąc dwa dni górnika - bez kąpania :D

plastry jutro ściągamy

dziś w międzyczasie okulista - bardzo fajna pani, szybko poszło i następna wizyta za jakies 2,5 roku :D

zobaczymy co nam jutro w szpitalu powiedzą...

sobota, 09 stycznia 2010
czternaście

miesięcy z hakiem... przysięgam, nie tęskniłam...

a tu dzisiaj, w dokładnie 5 miesięcy po porodzie wróciła...

i leci ze mnie jak z zarzynanej...


:(

gdyby mi było wolno to bym się upiła...

wtorek, 05 stycznia 2010
po wizycie

mama wczoraj, gdy byłam u fryzjera, dała małemu dwa ray mleko dla alergików - efekt dziś kupa w normie... fatalnie, bo pokazałam pieluszkę pani gastrolog... ta stwierdziła że w normie...

na szczęście zauważyłam pewną zmianę w zachowaniu lekarzy - skierowania dają bardzo chętnie, a może to tylko tak z małymi dziećmi jest... ważne jest to, że dała skierowanie na oddział dzienny na badania

więc będzie robiony komplet badań w kierunku alergii pokarmowych - na pasożyty, na bakterie, krzywa laktozy i jeszcze coś tam

będą wyniki i albo niedzielny ma alergię, albo już tak ma - wtedy będę wiedziała o co chodzi... na razie luz bluz jem co chcę - jak będzie znów robił brzydkie kupy, to przynajmniej lekarka zobaczy o co mi chodzi

a niedzielny w ciągu ostatnich kilku dni zrobił ogromny postęp - zaczął się przwracać na boki, a nawet przez przypadek zauważyłam, że jak chciał zabawkę to przekręcił się prawie na brzuch i z powrotem... oczywiście "nie widziałam" tego, bo gdy położę go na brzuchu i patrzę, to się leniuch wydrze i będzie ryczał a się nie przewróci, nie mówiąc o przewrocie na brzuch z własnej woli

chcieliśmy mu kupić taką "huśtawkę" do skakania na sprężynach, bo ręce nam wysiadają, wszystkie są od 9. miesiąca - już wiem czemu - w szpitalu na tablicy "rozwój dziecka w pierwszym roku" przeczytałam, że dzieci sprężynują w siódmym miesiącu... taaaa

zaczyna pełzać do tyłu, a gdy się go położy na podłodze to kręci się wokół własnej osi - i na brzuchu i na plecach, muszę bardziej uważać na przewijaku, bo się wierci...

 

poniedziałek, 04 stycznia 2010
wszystkiego najlepszego

na minione święta i nowy rok ;)


niedzielny okupuje właśnie zabawki więc mam chwilę czasu

moje dziecko nie wdało się w rodziców - dla nas 6 rano to dobra pora, ale żeby może położyć się spać, o ile impreza była taaaka faaaajna, a nasz synek uznał ją za najlepszą porę do wstawania :/

nic to, ćwiczę więc i ja wstawanie o 6 rano


święta minęły spokojnie, młody uznał, że nauka siadania jest nuuudna, teraz ćwiczy wstawanie - zasada jest ta sama: dwa palce mamy i podciągamy się... tylko że zamiast siadać on ciągnie dalej i wstaje

poza tym jak któreś z nas [comet najczęściej] trzyma młodego na rękach tak żeby stał to niedzielny zaczyna udawać sprężynę... chcieliśmy sprawdzić ile wytrzyma tak skaczac... nie wiemy, ręce nam wysiadają


wczoraj pierwszy spacer w spacerówce - chciałam go jeszcze powozić w gondoli, ale muszę budę zawieźć do reklamacji, więc przesiadka nastąpiła szybciej... bez protestów


jutro gastrolog... w końcu... pani od usg zaczarowała niedzielnego pytaniem "ma bardzo dużo gazu w jelitach. nie ma kolek?"

nie miał

ma


nocki stały się koszmarem - nie są to klasyczne kolki że 4 godziny ryku a potem jak ręką odjął, niedzielny ma problem z odgazowaniem się, więc budzi się np 8 razy, wije po łóżeczku, stęka i kwęka, a potem ryk i mamy problem jak mu pomóc... ortopeda mnie zlinczuje, bo na to u nas sprawdza się jedna metoda - spanie na boku


usiłowałam zrobić fotkę niedzielnemu jak się uśmiech swoimi dwoma zębami... nie umiem

on się uśmiecha np tak:


więc zęby złapałam podczas ziewania, na razie musi starczyć ;)


środa, 16 grudnia 2009
nie nadrobię

nie mam kiedy czytać blogów... może po świętach się to zmieni...

parapetówa nr 1 była... krótka... no ale to dopiero pierwsza... chyba ze trzy jeszcze będą...

w piątek sis kończy 20 lat :) a do mnie zwala się ekipa ze studiów... mam nadzieję, że niedzielny da mi posiedzieć z ludźmi tym razem


niedzielny to już duży mężczyzna, na razie najbardziej zajęty swoimi stopami... mój mały jogin z taką swobodą wkłada stopy do buzi, że aż mnie skręca z zazdrości... cztery miesiące skończone :D


poza tym ciągle walczymy z kupami... jestem już weganką - nie jem już nic co jest pochodzenia odzwierzęcego... tylko że nie zrobiłam tego tak jak z przechodzeniem na wegetarianizm, stopniowo i powoli... nie, musiałam wszystko rzucić na raz... i nie wiem co mam jeść, jestem głodna... w ciąży ważyłam 76 kg a teraz mam 57 :D

ale widać światełko w tunelu... ponieważ nie było znacznej poprawy po odstawieniu nabiału, dostaliśmy skierowanie do gastrologa

zadzwoniłam do dwóch szpitali - w jedny terminy na marzec a w drugim w styczniu zaczynają rejestrację... taa, młodemu powinnam wprowadzać powoli nowe jedzenie, a nie wiem co i jak... nie wiem czy mogę go nadal karmić piersią, bo pediatra podejrzewa nietolerancję laktozy...

na szczęście po drugim telefonie do pierwszego szpitala znalazł się termin 5.01. - tyle jeszcze chyba wytrzymamy :D

teraz na ekspresie mam zrobić badania - usg, krew i kał

pewnie skończy się mlekiem z apteki a ja będę mogła się najeść [i wypić caipirinhe]

chociaż nie powiem - stan, gdy bez rozpinania ściągam większość spodni podoba mi się

szkoda tylko że do ślubu nie byłam taka szczupła, flak byłby ściśnięty gorsetem, a ja laska ;)


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 76

Stick Figure Family at FreeFlashToys.com
Make your Stick Figure Family at FreeFlashToys.com