- feministka - wegetarianka - joginka - żona - początkująca mama -
wtorek, 10 listopada 2009
3 miesiące

oczywiście jako rozsądna matka wiem, że mój skarb jest wyjtkowy, fantastyczny, piękny i absolutnie wybitny pod każdym względem... rozsądek każe mi informować o tym cały świat - założyłam młodemu galerię na picasie i konto na youtubie - dzięki temu rodzina i znajomi mogą zbiorowo wyrażać zachwyty nad moim utalentowanym dzieckiem ;)

a tak na poważnie to oba te miejsca załatwiają mi te wszystkie "wyślij fotkę" teraz wysyłam linki do galerii i po zabawie, jak ktoś chce to będzie śledził, a jak nie to jego strata ;)

niedzielny skończył trzy miechy i z tej okazji nauczył się chwytać smoka i pakować go do buzi, czasem mu to trochę nie wychodzi, ale wygląda bombowo

niedzielny skończył trzy miechy i z tej okazji postanowiłam nauczyć się spać sama, niedzielny powędrował do łóżeczka - miał troszkę problemów z zaśnięciem, ale potem wszystko poszło gładko, dziś jednak wraca do mnie do łóżka, bo byliśmy na szczepieniu

niedzielny zapłakał, pielęgniarka podsumowała fianasowo płacz niedzielnego, a pani doktor powiedziała do niedzielnego "to mama powinna płakać"

ano powinna...

ale, ale... niedawno przyjechała ciocia M. i przywiozła nową zabawkę niedzielnemu

niedzielny zaakceptował i odkrył pierwszą zasadę współżycia społecznego: oblizałem - to moje!

już nikt nie odważy się zabrać niedzielnemu zabawki... zresztą niedzielny poszedł za ciosem i pozostałe zabawki też oblizał

kręgosłup mi wysaiada, nie żebym przesadnie nosiła niedzielnego, ale hmm sam z łóżeczka nie wyjdzie, na przewijak nie wejdzie... a 5650 to nie jest tak mało...

sobota, 07 listopada 2009
tak zwany

ja na tak zwanym urlopie macierzyńskim a comet na urlopie tak zwanym wypoczynkowym

powoli się pakujemy, jeszcze ostatnie pociągnięcia wałkiem, ostatnie kafelki i się przenosimy... tzn. tutaj wracamy myć się i spać, bo już na śniadania jeździmy do nowego domu, obiady też tam gotuję, a nawet upiekłam dziś ciasto - drugi raz odkąd jesteśmy razem...

generalnie kuchnię mam już przeprowadzoną, większość gadżetów została przewieziona, od poniedziałku zaczynam sprzątanie i przeprowadzanie łazienki

powoli kończą się syzyfowe prace pt budowa, do zrobienia jest jeszcze mnóstwo, ale to już będzie inna zabawa, tam mieszkając...

niedzielny dobrze znosi nasze wyprawy, o dziwo często śpi, dlatego mam czas, by coś ugotować, pomalować czy posprzątać

pokój niedzielnego wyszedł ślicznie, naprawdę łądne kolorki udało się trafić

łazienka kończy się fugować, więc w poniedziałek podłączanie sprzętów i przyjadą kolesie od ogrzewania





wtorek, 27 października 2009
wartość dodana

jak ja nienawidzę niespodzianek w jedzeniu

pomijam już gratisy jak mięso w wegetariańskiej pizzy w p.h. w warszawie, taką pizzę dostałam kilka lat temu- bo naprawdę zamiawiająć WEGETARIAŃSKĄ pizzę mam nadzieję znaleźć tam szynkę

ale kurr.... sznurek w ulubionych [już ex-ulubionych] bułkach to przegięcie - śniadanie wylądowało w wc - bo za mało wymiotowałam w ciąży

bułek [ani niczego innego] z tej piekarni już nie ruszę

i wracam do pieczenia chleba

poniedziałek, 19 października 2009
co ty wiesz o piwie?

chciałoby się powtórzyć za pewną reklamą ;)

sączę sobie "piwo" z tej reklamy, po wieczornym cudzie... ale od początku

wczoraj mieliśmy "genialny" pomysł wcześniejszej kąpieli, kąpiel nastąpiła po 18, do 21 usypialiśmy niedzielnego, a to pogłaskać, a to wsadzić smoka i tak w kółko

w nocy pięć pobudek, sześć? nie wiem nieprzytomna byłam... ostatnia pobudka ok 5 lub 6... nie wiem nieprzytomna byłam... marudzenie, płacz i wrzask do 10 potem drzemka... potem ja pojechałam wymieniać opony a mama zabrała niedzielnego na spacer, po powrocie jeszcze godzinę z nim łaziłam, zgodnie z NASZYM PLANEM [2 godziny na dworze = 4 godziny snu]... plan nie podziałał, ale młody był w troszkę lepszym humorze, pouśmiechał się, pogadał i jakoś odprawiłam korki, pod koniec pobeczał i pomarudził... dziś zgodnie z planem kąpiel po 19, potem karmienie, o 19.45 młody poszedł spać... nawet nie jęknął, o 19.55 stwierdziłam cud - sam zasnął...

wniosek - nie zmienia się dobrze działającego planu

jutro w planach wizyta u lekarza - ulubiony temat młodej matki KUPA, no nie jest taka jak powinna być...


sobota, 10 października 2009
bo czasem

trzeba pójść na kompromis ze sobą

podoba mi się wzornictwo [tak wzornictwo nie design :P ] pewnej
skandynawskiej firmy meblowej ;) lubię tę prostotę, niestety czasem jakość materiałów zostawia wiele do życzenia, ale w feworze walki budowlanej spłukaliśmy się dokumentnie... no i niestety nie stać nas po prostu by od razu kupić sofy jakie mi się podobają więc niestety nie będzie na razie tak, że jedną sofę mam w kolorze jednej ściany a drugą w kolorze drugiej, na razie niestety będzie tak, że będziemy mieli dwie sofy ze skandynawskiego sklepu  - w sumie to dobrze, może za parę lat, jak będziemy kupować te lepsze to niedzielny będzie po fazie skakania po meblach ;)

gdy piszę tę notkę, K. w gdańsku właśnie płaci za moje dwie sofki :)

weekendy są dniami, gdy prawie mieszkamy na budowie, dziś pojechaliśmy z cometem i z moim tatą - panowie coś tam wiercili, malowali, robili puszki do rolet, a ja gapiłam się na wannę,
zrywałam taśmy ochronne z okien i gotowałam obiad...
comet zażartował, że skoro mam urlop to mogłabym więcej w środku tygodnia robić na budowie
uważam, że nazwanie macierzyńskiego urlopem... na to musiał wpaść facet... na urlopie nie zwykłam wstawać co dwie godziny...

niedziela, 04 października 2009
osiem

tygodni minęło

"comet, uwierzysz?, osiem tygodni temu leżałam na porodówce i marudziłam, żebyś poszedł po lekarza żeby mi dali znieczulenie, a ty nie poszedłeś..."

"no jak to nie poszedłem, a myślisz że wychodziłem z sali żeby sobie pochodzić?"

"to ty wychodziłeś z sali?? opowiedz mi mój poród bo nie pamiętam..."


ech czas leci, jeszcze dwa tygodnie i połowa macierzyńskiego... ja nie chcęęę wracać do roboty!!!!

chcę być z niedzielnym, dawać mu pierś, chodzić na spacerki...


młody dźwiga główkę, rozgląda się na boki, coraz mniej śpi, coraz więcej czuwa, pakuje piąstki do buzi, gada coś, uśmiecha się, przygląda karuzeli, jest coraz fajniejszy, to już nie jest to zawiniątko, które przynieśliśmy do domu


z cometem otworzyliśmy "puszkę z dziećmi" - kuzynka cometa jest w czwartym miesiącu :D ciekawe kiedy mje kuzynki zaczną się starać...

piątek, 02 października 2009
smutek

czasem w człowieku siedzi smutek, którego nie widać na zewnątrz

jakieś dwa tygodnie temu, może trzy byliśmy z niedzielnym i z cometem na spacerze, spotkaliśmy koleżankę [przyjaciółkę?] mojej mamy

kobietę znałam od lat, od dziecka, mama chodziła z nią do podstawówki, jej córki w mniej więcej moim wieku, mieszkają teraz w anglii

razem z mężem byli u nas na weselu

spotkaliśmy ją, ona zachwyciła się niedzielnym i powiedziała, że wybiera się do nas i się wybrać nie może, bo ciągle ma coś w tej swojej pracy i że kupiła jakiś drobiazg dla młodego... już mieliśmy się rozejść, gdy zaproponowała byśmy odprowadzili ją do domu, to nam od razu da prezent

nie spieszyło nam się, a daleko nie mieszkała, więc poszliśmy z nią

niedzielny dostał parę butków ["no nie mogłam się powstrzymać"] jakieś skarpeteczki... chwilę jeszcze porozmawialiśmy o pierdołach i poszliśmy do domu


we wtorek mąż szedł rano do pracy, zapaliła papierosa, pomachała mu na do widzenia

znalazł ją dziewiędziesięcioletni ojciec, bo z pracy nie mogli się do niej dodzwonić...

powiesiła się...


czwartek, 01 października 2009
nie wytrzymałam

współczuję butelkowym mamom i utwierdziłam się w przekonaniu, że karmienie piersią jest dla leniwych -  w nocy nie trzeba biegać do kuchni po mleko, wystawiasz pierś i na "śpiocha"

te prawie trzy dni to była jakaś masakra - porobiły mi się zastoje, laktator sprawiał mega ból, bo sutki zrobiły się mega wrażliwe [i chyba od leków mam trochę osłabiony organizm, bo po konsultacji telefonicznej ginka kazała mi smarować kremem przeciwgrzybicznym]

nie wytrzymałam do piątku i dziś po południu przystawiłam niedzielnego - BAJKA, nie sądziłam że to powiem, ale mimo że bolało to było rewelacyjnie, opróżnił pierś, poznikały guzki, mogę bez problemu podnosić ręce [a wczoraj to już był problem]


zobaczymy jak po nocy będzie, bo niedzielny lubi długie przerwy, ale myślę, że dwa dni i będzie ok


dziś z tej euforii zrobiłam obiad, wyprasowałam rzeczy - wczoraj to wisiałam na laktatorze, a moje mama kombinowała żeby niedzielny nie beczał, 40ml w 40 minut, po kropelce, żeby choć trochę ulżyć...


mam tylko nadzieję, że te cholerne lekarstwa zadziałały...

poniedziałek, 28 września 2009
browarek :D

no tak wyrodna karmiąca matka i browarek

no nie do końca ;) bo nie karmiąca przynajmniej do piątku :(

w piątek byłam u ginki, zastrzeliła mnie tekstem "zagrożenia życia nie widzę, a ostatnio można było o tym mówić" WTF???

jest lepiej, ale nie jest dobrze - to chyba już jest mottem mojej ciąży

znów usg - i jednak coś tam zostało, kolejny zestaw leków i wprawdzie powiedziała mi że mogę karmić [i przy pierwszym leku karmiłam], ale dziś odebrałam drugi lek i sorry ja tego gówna dziecku nie podam

lek ten to w ogóle hicior - w ulotce straszą dializą, martwicą kończyn i śmiercią, objawy uboczne senność lub bezsenność, zawroty głowy i bełkotanie, ale najlepsze że nie widzą przeciwwskazań do prowadzenia samochodu, otwartym tekstem: możesz mieć zawroty głowy i być senna, ale to nie jest przeciwwskazanie do prowadzenia samochodu...

piję teraz zlatego bażanta [czeka na mnie od czerwca] trzeba skorzystać ;)

ostatnią dawkę biorę w czwartek rano i w piątek pod wieczór mam zamiar przystawić młodego

chyba jednak polubiłam karmienie, poza tym że przystawianie ciągle boli [nie mam pojęcia czemu, bo sutki są w porządku] to zrobiło się całkiem miło, zwłaszcza gdy niedzielny uśmiecha się zza piersi

trochę prolemem jest to że ja na śpiocha nie chcę wsiadać do samochodu, a tu jutro szczepienia a pojutrze usg bioder

zdecydowaliśmy się zaszczepić na rotawirusy i pneumokoki - z moimi uczniami nigdy nic nie wiadomo, a jak mi któreś coś przywlecze do domu??? chyba jednak wolimy zaszczepić i mieć trochę spokojniejszy sen

czwartek, 24 września 2009
szczepionkowe

weź czlowieku nie zwariuj

szczepienia obowiązkowe zalecane szkodliwe dobrodziejstwo nauki wywołujące autyzm zapalenie opon mózgowych chroniące przed wszystkim co wymyśliły wirusy i skutecznie drenujące kieszeń rodziców

przestałam się dziwić historii którą mi ktos opowiedział, że znajomy wziął kredyt na szczepienia - teraz wiem że to możliwe

i jak ze wszystkim około ciążowym wkurza mnie brak rzetelnych statystyk - ile dzieci choruje na ile - bo jeśli na ulotce piszą że 70% przypadków kończy się w szpitalem, to ja bym chciała wiedzieć 70% z czego - czy to jest 100 zachorowań na 1000 dzieci czy może na 100.000?bo 70 dzieciaków w szpitalu na 1000 to trochę inny kaliber niż na 100.000

druga rzecz reklama pranie mózgu już od rana  - ręka do góry, który z rodziców chce, by jego dziecko wylądowało w szpitalu z powodu biegunki??? nie ma chętnych? no nie możliwe! uchroń przed szpitalem...

no to przejdźmy do grania na emocjach, ręka do góry kto lubi jak jego dziecko płacze, łzy jak grochy usta w podkówkę... pamiętaj mniej ukłuć mniej łez...


no i oczywiście ceny :) państwo prorodzinne rzuci ci ochłapem 1000 zł pod warunkiem, że chodzisz do lekarza... jedna wizyta z zestawem szczepień "mniej ukłuć, mnie łez i bez szpitala" to 790 zł

zestaw szczepień w ciągu roku to 2020

to ja poproszę nie becikowe [bo becik mogę mieć używany po dziecku koleżanki] ja poproszę szczepionkowe, żebym nie musiała się zastanawiać czy stać mnie na mniej łez...


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 74

Stick Figure Family at FreeFlashToys.com
Make your Stick Figure Family at FreeFlashToys.com